Spis treści Show
Paryż, rok 2024. Światła rampy na Paris Motor Show padają na dwa samochody, które dla wielu ortodoksyjnych fanów marki mogą wydawać się końcem pewnej epoki. Ale czy na pewno? Jednak trzeba przyznać, że Mini John Cooper Works Electric to nie jest „tylko kolejny elektryk”. To deklaracja, że gokartowa frajda z jazdy nie potrzebuje rury wydechowej, by budzić emocje.
Legenda John Coopera wkracza w nową erę
Kiedy ponad sześć dekad temu John Cooper budował pierwszego sportowego Classic Mini, przyświecał mu jeden cel: stworzyć auto, które na torze ośmieszy znacznie potężniejszych rywali. Trzy zwycięstwa w Rajdzie Monte Carlo i niedawny sukces na Nürburgringu to fundamenty, na których opiera się sportowy Cooper Works.
Dziś, patrząc na najnowsze modele – trzydrzwiowego Hatcha oraz nowość, model Aceman – widzę, że inżynierowie z Oxfordu (i Monachium) nie zapomnieli o swoich korzeniach. Stefan Richmann, szef MINI, mówi o „nowej erze” i muszę mu przyznać rację. To połączenie surowej tradycji z technologią, która zamiast odbierać charakter, dodaje mu cyfrowego „pazura”.

Moc, która wbija w fotel – osiągi Mini John Cooper Works Electric
Przejdźmy do konkretów, bo to one rozpalają wyobraźnię najbardziej. Zarówno Mini John Cooper Works Electric, jak i jego większy brat Aceman, dysponują mocą 190 kW (258 KM). Moment obrotowy na poziomie 350 Nm dostępny od zera sprawia, że start spod świateł nabiera zupełnie nowego wymiaru.
Kluczowe dane techniczne to:
- przyspieszenie 0-100 km/h – 5,9 s (Hatch) / 6,4 s (Aceman)
- prędkość maksymalna – 200 km/h
- bateria – 54,2 kWh (brutto)
- zasięg WLTP – do 371 km (Hatch) / 355 km (Aceman)
Co jednak najciekawsze dla kierowcy, to przycisk „Boost” na sportowej kierownicy. Jedno kliknięcie uwalnia dodatkowe 20 kW mocy, co czyni manewry wyprzedzania czystą formalnością i wstrzykuje solidną dawkę adrenaliny dokładnie wtedy, gdy tego potrzebujemy. To esencja trybu go-kart w XXI wieku.
Design, który nie bierze jeńców
Elektryczny Mini Cooper w wydaniu JCW wygląda dokładnie tak, jak powinien – agresywnie, ale z klasą. Ośmiokątny grill w wysokim połysku, charakterystyczne logo z motywem szachownicy i czerwień Chili Red na dachu tworzą mieszankę wybuchową.
Warto zwrócić uwagę na detale aerodynamiczne. Czarne progi, „aeroblades” na słupku C i wydatny tylny spojler to nie tylko ozdoby. To elementy, które stabilizują auto przy wyższych prędkościach i optymalizują przepływ powietrza. Do tego wszystkiego dochodzą 18- lub 19-calowe obręcze kół, spod których dumnie wyglądają zaciski hamulcowe w kolorze Chili Red.
Wnętrze jak w kokpicie myśliwca
W środku czeka na nas prawdziwa uczta dla fanów technologii. Centralnym punktem jest okrągły wyświetlacz OLED o średnicy 240 mm. To tutaj bije serce multimedialne auta. Wygląda to obłędnie, zwłaszcza gdy włączymy tryby MINI Experience, zmieniające nastrój w kabinie i podświetlenie dachu panoramicznego.
Fotele JCW z tapicerką ze skóry syntetycznej i czerwonymi przeszyciami zapewniają trzymanie boczne, którego będziesz potrzebować, testując limity przyczepności opon Performance. Czuć tu ducha motorsportu – czerń i czerwień dominują, a dzianinowe wykończenie deski rozdzielczej dodaje nowoczesnego, przytulnego sznytu.
Sportowy Cooper Works to codzienność z nutą adrenaliny
Mimo swojego sportowego charakteru, sportowy Cooper Works nie zapomina o wsparciu kierowcy. Systemy asystujące, takie jak Parking Assistant Professional z dwunastoma czujnikami ultradźwiękowymi, sprawiają, że parkowanie w zatłoczonym mieście staje się dziecinnie proste. Z kolei nawigacja z widokiem 3D i rozszerzoną rzeczywistością (Augmented View) to gadżet, który realnie ułatwia życie.

Elektryczny Mini Cooper – czy warto postawić na prąd?
Jako miłośnik motoryzacji często zadaję sobie pytanie: czy elektryfikacja zabije emocje? Po zapoznaniu się z nowym Mini JCW Electric myślę, że po prostu je przedefiniuje. Dostajemy auto, które jest nie tylko piekielnie szybkie i zwrotne, ale też ekologicznie odpowiedzialne i naszpikowane technologią, o jakiej John Cooper w latach 60 mógł tylko pomarzyć.
Mini John Cooper Works Electric to dowód na to, że gokartowa frajda nie ma napędu – ma duszę, która drzemie w precyzyjnym układzie kierowniczym i idealnym wyważeniu.
Źródło: NetCarShow