Czy nowa Toyota bZ4X Touring to brakujące ogniwo japońskiej elektromobilności?

nowa Toyota bZ4X Touring nowa Toyota bZ4X Touring
Nowa Toyota bZ4X Touring, źródło: Toyota

Japończycy, znani z niemal religijnego podejścia do hybryd, długo kazali nam czekać na „ten właściwy” krok w stronę pełnego prądu. I oto jest. W polskich salonach właśnie zameldowała się nowa Toyota bZ4X Touring, a ja, patrząc na jej specyfikację, mam wrażenie, że inżynierowie z Aichi w końcu przestali przepraszać za to, że ich auto nie ma rury wydechowej.

Więcej SUV-a w SUV-ie, czyli magia centymetrów

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to gabaryty. Jeśli standardowy bZ4X wydawał Wam się nieco zbyt zwarty, to wariant Touring rozwiązuje ten problem z nawiązką. Samochód urósł o 140 mm wzdłuż i o 25 mm wzwyż. Co to oznacza w praktyce dla nas, użytkowników? Przede wszystkim koniec z dylematem: „rodzina czy bagaże?”.

Z tyłu czeka na nas przepastne 669 litrów pojemności bagażnika. To wynik, który stawia ten model w czołówce segmentu i sprawia, że przymiotnik „Touring” nie jest tu tylko marketingowym ozdobnikiem. To auto faktycznie zostało stworzone do połykania kilometrów w pełnym składzie osobowym.

Moc, która wgniata w fotel (dosłownie!)

Przejdźmy do konkretów, które tygrysy lubią najbardziej, czyli do osiągów. Przyznam szczerze, że widząc liczbę 380 KM w specyfikacji Toyoty, musiałem przetrzeć oczy. To obecnie najmocniejszy model w gamie producenta. Wersja z napędem 4×4 X-MODE katapultuje tego rodzinnego SUV-a do „setki” w zaledwie 4,5 sekundy. To wynik godny rasowych aut sportowych sprzed dekady, a mówimy o cichym, komfortowym elektryku.

Dla tych, którzy wolą spokój i maksymalizację dystansu, przygotowano wersję z napędem na przód o mocy 224 KM. Tutaj priorytetem jest zasięg, który wynosi do 591 km w cyklu mieszanym WLTP. To już wartości, które pozwalają zapomnieć o tzw. „range anxiety” (lęku przed zasięgiem) podczas typowej polskiej trasy nad morze.

Wersje Toyoty bZ4X Touring – od bogactwa do luksusu

Toyota zdecydowała się na przejrzystą strukturę oferty. Do wyboru mamy dwa główne warianty, które różnią się nie tylko listą gadżetów, ale i charakterem:

  • Wersja Style – to propozycja dla tych, którzy szukają złotego środka. Już tutaj dostajemy światła Matrix LED, pompę ciepła (kluczową zimą!) oraz system Nanoe-X, który dba o jakość powietrza w kabinie lepiej niż niejedna domowa oczyszczarka.
  • Wersja Executive – tutaj wchodzimy w rejony premium. 20-calowe felgi, wentylowane fotele, ogrzewanie promiennikowe dla pasażerów z przodu (świetny patent na szybkie ogrzanie bez nadmiernego zużycia prądu) oraz zaawansowany asystent parkowania, który sprawia, że wciśnięcie się pod marketem staje się widowiskiem dla przechodniów.

Warto dodać, że w topowej wersji otrzymujemy pokładową ładowarkę AC o mocy 22 kW, co znacząco skraca czas „tankowania” w mieście lub z domowego wallboxa.

Cena nowej bZ4X Touring – ile kosztuje ta przyszłość?

Porozmawiajmy o pieniądzach, bo to one ostatecznie weryfikują naszą miłość do nowinek technicznych. Cena nowej bZ4X Touring zaczyna się od 214 900 zł za wersję Style (224 KM). Jeśli marzy Wam się wspomniany potwór o mocy 380 KM z napędem na cztery koła, musicie przygotować co najmniej 231 900 zł. Topowa odmiana Executive to wydatek rzędu 256 900 zł.

Czy to dużo? W świecie dzisiejszych cen nowych aut, gdzie kompaktowe hybrydy potrafią kosztować 170 tysięcy, propozycja Toyoty wygląda na bardzo rzetelnie skalkulowaną. Zwłaszcza gdy spojrzymy na oferty leasingowe KINTO, gdzie raty startują od około 1719 zł netto dla firm.

Gwarancja spokojnego snu (przez milion kilometrów!)

Często słyszę pytanie: „A co z baterią po kilku latach?”. Toyota, pewna swego, wyciąga tu asa z rękawa. Program Battery Care pozwala przedłużyć ochronę akumulatora do 10 lat lub miliona kilometrów. Tak, dobrze przeczytaliście – milion kilometrów. To jasny sygnał dla rynku: „wiemy, co zbudowaliśmy, i to się nie zepsuje”.

Nowa Toyota bZ4X Touring – werdykt

Nowa Toyota bZ4X Touring to dowód na to, że Japończycy słuchają klientów. Większy zasięg, gigantyczny bagażnik i moc, która zawstydza niejedno coupe, to argumenty trudne do zbicia. To już nie jest „auto ekologiczne z przymusu”, lecz to po prostu kawał solidnego, szybkiego i niesamowicie praktycznego SUV-a, który przy okazji jeździ na prąd.

Jeśli szukacie auta, które pomieści Wasze życie, a przy okazji sprawi, że każde ruszanie spod świateł wywoła uśmiech na twarzy, Touring powinien znaleźć się na szczycie Waszej listy jazd próbnych.


Źródło: Toyota